21 cze 2017

Miseczki, truskawki, młotek i Instagram.


Jestem z powrotem :)
Trochę mi zajęło napisanie tego posta, który jest przecież kontynuacją poprzedniego. Pracowałam jednak nad czymś bardzo ważnym i bardzo innym niż zwykle. Teraz już  mogę wrócić na bloga! Jeszcze się nie poddaję, jeszcze trochę "pobloguję".
Nawet mam w planach nadrobić tu  zaległości. 

Mam już wypalone brakujące miseczki do poprzedniego zestawu. Kolor wyszedł tak, jak w poprzednich pracach  i opisie szkliwa. Nie ma  tu żadnego niebieskiego. Zaczynam podejrzewać, że w sklepie coś pomylili i próbki źle opisali. 

Nowe prace to bardzo duże czarki albo małe miseczki. Wielkością nie powalają, ale  już da się z nich  coś zjeść.  Super!
Ponieważ mamy już lato to prezentuję je z truskawkami. Mniam :)













W jedną z poprzednio pokazywanych  czarek,  całkiem ładną zresztą,  przywaliłam z premedytacją młotkiem!
Dlaczego i po co, napiszę wkrótce. Ogólnie nic złego z moją głową,  ani  z czarką się nie dzieje. Wręcz przeciwnie, rozwijamy się :)



Na koniec chciałabym zaprosić Was na mój profil na Instagramie.
Mam go od dawna, ale dopiero za chwilę zacznę dodawać zdjęcia.
Mam prośbę - nie wszyscy mają takie same nazwy w różnych mediach. Dajcie znać, jakie są Wasze na Instagramie ( w komentarzach pod postem albo mnie zaobserwujcie na Instagramie). W ten sposób będzie mi  Was łatwiej odnaleźć i też obserwować.

Pozdrawiam, Iza.


6 maj 2017

W ostatnich promieniach.

W ostatnich promienieniach zachodzącego dziś słońca zrobiłam te zdjęcia.
Jeszcze są gorące!
To chyba najbardziej aktualny post na mym blogu "ever".






Mistrzami planu pierwszego  i drugiego moje ostatnie "toczynki". Nie takie ostatnie, bo toczone gdzieś w grudniu, za to  poszkliwione  i wypalone ostatnio.
Niestety nie mam czasu na koło. Jeśli zajmę się innymi rzeczami w pracowni - szkliwieniem albo innymi technikami, to koło wypada mi raz na kilka tygodni. To zdecydowanie za mało jak dla mnie. Mam poczucie, że w ten sposób się nie nauczę. Chciałabym mieć swoje koło, wtedy będę mogla ćwiczyć kiedy zechcę. Mam nadzieję, że to moje marzenie, a właściwie plan, niedługo się ziści :)








Testowałam nowe szkliwo kamionkowe na tych pracach i jestem z niego bardzo zadowolona :)
Piękne jest, daje taki lubiany przeze mnie naturalny efekt. I zupełnie, ale to zupełnie nie spływa w trakcie wypału. Co prawda miało mieć niebieskie refleksy na zieleni, a wyszło zielono - złote, ale co tam. Takie niespodzianki w ceramice już zdążyłam  polubić. Musze jednak przyznać, że początki były trudne. Ta rozbieżność oczekiwań  i efektów trochę mnie frustrowała na początku.




Piękne stare złoto w środku:


Cały komplet to małe czarki - wielkość przybliżona filiżance i jedna miseczka. Pozostałe miseczki czekają na wypał. Ma nadzieję tylko, że nie wyjdą zielono - niebieskie  ;/ Jak takie będą, to nie pozostanie mi nic innego, jak i tak je polubić :)

Pozdrawiam, Iza :)


4 kwi 2017

Wypał archeologiczny.

Na kursie w Łucznicy zrobiliśmy wypał archeologiczny.
Najpierw zrobiliśmy miseczki wygniatane.
Kiedy nadszedł czas wypału, wykopaliśmy odpowiedniej wielkości dołek, potem ułożyliśmy w nim naczynia i co trzeba w sposób jak trzeba. Nad tym wszystkim rozpaliliśmy wielkie ognisko i integrowaliśmy się pól nocy.






Następnego dnia z popiołów wydobyliśmy takie oto cuda:















Nie spodziewałam się, że cała zabawa tak mi się spodoba, nie mówiąc o efektach.
Proste środki, prosta technika, niedoskonałe kształty, a wszystko mnie zachwyciło. 
Jak bym wiedziała, że tak będzie, to bym więcej miseczek zrobiła. Ale ja przecież zafiksowana na kole jestem, więc myślałam, że jedna sztuka na próbę mi wystarczy. Na razie musi wystarczyć, może kiedyś taki wypał  uda mi się powtórzyć i zrobić ich więcej. 






Miseczka w gwiazdki moja, pozostałe innych uczestników kursu.
Szkoda, że Państwo nie mogą tego dotknąć, bo  bardzo ładnie miseczki leżą na dłoni i działają tym zaklętym żywiołem na zmysły.



Pozdrawiam, Iza.

28 mar 2017

Łucznica.

Znowu mnie przez moment nie było. 
Pojechałam do Łucznicy na kurs ceramiki. Jeśli nie znacie tego miejsca, to szczerze polecam. Stowarzyszenie oferuje ogromny wybór ciekawych kursów rękodzielniczych, a samo miejsce sprzyja odpoczynkowi i całkowitemu zanurzeniu się w twórczości. Większość uczestników wraca na kolejne kursy, to o czymś świadczy :)





W dworku jada się posiłki, jest sala kominkowa, biura i część pokoi dla gości. Pozostałe pokoje są w pawilonie obok, zaraz za nim mieszczą się oddzielne budynki z pracowniami. 

Dworek stoi w parku, a w parku na każdym kroku sztuka:









Te zdjęcia to tylko namiastka, trzeba pojechać i samemu zobaczyć ;)


Niestety pogoda była nijaka - jeszcze nie wiosna, już nie zima.  Ale nie poddawałam się z tego powodu i wbrew aurze udało mi się  nawet kilka razy pójść rano na spacery z kijkami:









Wracając do gliny.
Byłam na kursie Ceramiki I Stopnia. Pomimo że już dwa i pół roku chodzę na ceramikę, to nie żałuję wyjazdu do Łucznicy. Justyna Skowyrska Górska, która tam uczy, jest wspaniałą osobą i niezwykle uzdolnioną artystką. Na jej kursie uporządkowałam moją wiedzę, uzupełniłam luki i co najważniejsze, "musiałam" wszystko przećwiczyć.  Mówiąc brzydko - "przerabialiśmy" po kolei różne techniki. Pomimo, że niektóre z nich znałam teoretycznie, to nigdy ich nie używałam. Wydawało mi się, że albo ich  nie lubię, albo mi się nie podobają. A tu miła niespodzianka, niektóre mnie zaskoczyły pozytywnie!
Tak sobie  myślę, że raczej nie powinnam kursów polecać, bo i tak jest trudno się zapisać. Ale co tam - jak ktoś chce się dobrze od podstaw i w miłym otoczeniu nauczyć ceramiki, to nie ma  lepszego miejsca!

Ciąg dalszy relacji wkrótce, moje prace z kursu będę sukcesywnie pokazywać.
Pozdrawiam, Iza.

W pracowni mieszka kotka. Jest bardzo cenna i śpi w sejfie :)



15 lut 2017

Na czerwono :)

Z poczucia obowiązku :) wobec wczorajszego święta pokażę Wam moje czerwone i sercowe wypieki.

Mam nową miseczkę wytoczoną na kole i  guziczki serduszka. Wszystko wykonane  z bardzo  lubianej przeze  mnie brązowej gliny:




Miseczka malutka, mieści się w dłoni, całkiem zgrabna:






Guziczki też  malutkie:






Oraz całkiem duże i z innej gliny:



Dla jednego z  dużych guzików nawet już znalazłam zastosowanie i mam nadzieję, że szybko je  Wam pokażę. Zdradzę sekret, że będzie to  rzecz wykonana na drutach. To tyle z tajemnicy, zapraszam do odwiedzin :)


Pozdrawiam serdecznie, Iza.

29 sty 2017

Wspominając grudzień, cz. III. Jelonkowo.

Powoli kończę wspominanie grudnia. Może jeszcze raz coś napiszę, a potem ku nowemu!

Dostałam na Święta piękną kartkę. Od osoby, która mnie dobrze  zna i wiedziała, jak sprawić mi radość :)
Kartka z lasem, muchomorkami, lisem, jeżem  i jelonkiem! Wszystko co lubię! 
I to wszystko w 3D, fiu, fiu!



Jak zapewne osoby regularnie mnie odwiedzające wiedzą, miewam różne fazy na różne motywy. Jelonki i sarenki mnie urzekły jakiś czas temu. Tak bardzo, że nawet sobie jedną sarenkę w zimowej scenerii wyhaftowałam. 
Tak, tak, uwaga! Będzie hafcik, nie ceramika!




Ta praca to trochę taki skok w bok, jeśli chodzi  o moje hafty. Odbiega od tego, co zwykle robiłam, ale nie mogłam się powstrzymać i zmieniłam styl na chwilę. No bo taka śliczna sarenka i domek na wsi :)
Jak jest sarenka i padający  śnieg, to jak sobie odmówić?




Hafcik jest malutki, mierzy tylko 6,5 x 8,5 cm. Rok temu kupilam gotowy zestaw do haftu w Hobby Studio. Zmieniłam tylko  tkaninę na Annabelle zamiast aidy, bo jak widzicie, trochę widać tło pod niebem haftowanym półkrzyżykami, a ja za aidą nie przepadam. Dodatkowo, tam , gdzie w schemacie  było zostawione białe tło, wyhaftowałam białe krzyżyki. To wszystkie zmiany, jakie wprowadziłam, więc niewiele w sumie jak na mnie.



Mam nadzieję, że oprawię obrazek niedługo i pokażę go Wam w pełnej krasie.
Jeśli lubicie jelonki jak ja, to zapraszam tez do obejrzenia tej mojej tablicy na Pinterest.

Miłej niedzieli, Iza.

21 sty 2017

Wspominając grudzień, część II.

Dzisiaj znowu kulę pokazuję :)
Tym razem glinianą.
Grudzień to taki czas, gdy zapalam wszelkie możliwe lampki, świece, lampiony. Styczeń też długością dnia nie zachwyca, więc tak naprawdę ciągle świecę w domu.








Moja kula powstała z masy lejnej. Ma ok 18cm średnicy i świetnie pasuje do lampki pod szklane kule, która była kiedyś dostępna w Ikea. Ładny klimat nadaje mi w domu, mam nadzieję, że Wam się podoba.


Pozdrawiam, Iza.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
design by suckmylolly.com