4 kwi 2017

Wypał archeologiczny.

Na kursie w Łucznicy zrobiliśmy wypał archeologiczny.
Najpierw zrobiliśmy miseczki wygniatane.
Kiedy nadszedł czas wypału, wykopaliśmy odpowiedniej wielkości dołek, potem ułożyliśmy w nim naczynia i co trzeba w sposób jak trzeba. Nad tym wszystkim rozpaliliśmy wielkie ognisko i integrowaliśmy się pól nocy.






Następnego dnia z popiołów wydobyliśmy takie oto cuda:















Nie spodziewałam się, że cała zabawa tak mi się spodoba, nie mówiąc o efektach.
Proste środki, prosta technika, niedoskonałe kształty, a wszystko mnie zachwyciło. 
Jak bym wiedziała, że tak będzie, to bym więcej miseczek zrobiła. Ale ja przecież zafiksowana na kole jestem, więc myślałam, że jedna sztuka na próbę mi wystarczy. Na razie musi wystarczyć, może kiedyś taki wypał  uda mi się powtórzyć i zrobić ich więcej. 






Miseczka w gwiazdki moja, pozostałe innych uczestników kursu.
Szkoda, że Państwo nie mogą tego dotknąć, bo  bardzo ładnie miseczki leżą na dłoni i działają tym zaklętym żywiołem na zmysły.



Pozdrawiam, Iza.

28 mar 2017

Łucznica.

Znowu mnie przez moment nie było. 
Pojechałam do Łucznicy na kurs ceramiki. Jeśli nie znacie tego miejsca, to szczerze polecam. Stowarzyszenie oferuje ogromny wybór ciekawych kursów rękodzielniczych, a samo miejsce sprzyja odpoczynkowi i całkowitemu zanurzeniu się w twórczości. Większość uczestników wraca na kolejne kursy, to o czymś świadczy :)





W dworku jada się posiłki, jest sala kominkowa, biura i część pokoi dla gości. Pozostałe pokoje są w pawilonie obok, zaraz za nim mieszczą się oddzielne budynki z pracowniami. 

Dworek stoi w parku, a w parku na każdym kroku sztuka:









Te zdjęcia to tylko namiastka, trzeba pojechać i samemu zobaczyć ;)


Niestety pogoda była nijaka - jeszcze nie wiosna, już nie zima.  Ale nie poddawałam się z tego powodu i wbrew aurze udało mi się  nawet kilka razy pójść rano na spacery z kijkami:









Wracając do gliny.
Byłam na kursie Ceramiki I Stopnia. Pomimo że już dwa i pół roku chodzę na ceramikę, to nie żałuję wyjazdu do Łucznicy. Justyna Skowyrska Górska, która tam uczy, jest wspaniałą osobą i niezwykle uzdolnioną artystką. Na jej kursie uporządkowałam moją wiedzę, uzupełniłam luki i co najważniejsze, "musiałam" wszystko przećwiczyć.  Mówiąc brzydko - "przerabialiśmy" po kolei różne techniki. Pomimo, że niektóre z nich znałam teoretycznie, to nigdy ich nie używałam. Wydawało mi się, że albo ich  nie lubię, albo mi się nie podobają. A tu miła niespodzianka, niektóre mnie zaskoczyły pozytywnie!
Tak sobie  myślę, że raczej nie powinnam kursów polecać, bo i tak jest trudno się zapisać. Ale co tam - jak ktoś chce się dobrze od podstaw i w miłym otoczeniu nauczyć ceramiki, to nie ma  lepszego miejsca!

Ciąg dalszy relacji wkrótce, moje prace z kursu będę sukcesywnie pokazywać.
Pozdrawiam, Iza.

W pracowni mieszka kotka. Jest bardzo cenna i śpi w sejfie :)



15 lut 2017

Na czerwono :)

Z poczucia obowiązku :) wobec wczorajszego święta pokażę Wam moje czerwone i sercowe wypieki.

Mam nową miseczkę wytoczoną na kole i  guziczki serduszka. Wszystko wykonane  z bardzo  lubianej przeze  mnie brązowej gliny:




Miseczka malutka, mieści się w dłoni, całkiem zgrabna:






Guziczki też  malutkie:






Oraz całkiem duże i z innej gliny:



Dla jednego z  dużych guzików nawet już znalazłam zastosowanie i mam nadzieję, że szybko je  Wam pokażę. Zdradzę sekret, że będzie to  rzecz wykonana na drutach. To tyle z tajemnicy, zapraszam do odwiedzin :)


Pozdrawiam serdecznie, Iza.

29 sty 2017

Wspominając grudzień, cz. III. Jelonkowo.

Powoli kończę wspominanie grudnia. Może jeszcze raz coś napiszę, a potem ku nowemu!

Dostałam na Święta piękną kartkę. Od osoby, która mnie dobrze  zna i wiedziała, jak sprawić mi radość :)
Kartka z lasem, muchomorkami, lisem, jeżem  i jelonkiem! Wszystko co lubię! 
I to wszystko w 3D, fiu, fiu!



Jak zapewne osoby regularnie mnie odwiedzające wiedzą, miewam różne fazy na różne motywy. Jelonki i sarenki mnie urzekły jakiś czas temu. Tak bardzo, że nawet sobie jedną sarenkę w zimowej scenerii wyhaftowałam. 
Tak, tak, uwaga! Będzie hafcik, nie ceramika!




Ta praca to trochę taki skok w bok, jeśli chodzi  o moje hafty. Odbiega od tego, co zwykle robiłam, ale nie mogłam się powstrzymać i zmieniłam styl na chwilę. No bo taka śliczna sarenka i domek na wsi :)
Jak jest sarenka i padający  śnieg, to jak sobie odmówić?




Hafcik jest malutki, mierzy tylko 6,5 x 8,5 cm. Rok temu kupilam gotowy zestaw do haftu w Hobby Studio. Zmieniłam tylko  tkaninę na Annabelle zamiast aidy, bo jak widzicie, trochę widać tło pod niebem haftowanym półkrzyżykami, a ja za aidą nie przepadam. Dodatkowo, tam , gdzie w schemacie  było zostawione białe tło, wyhaftowałam białe krzyżyki. To wszystkie zmiany, jakie wprowadziłam, więc niewiele w sumie jak na mnie.



Mam nadzieję, że oprawię obrazek niedługo i pokażę go Wam w pełnej krasie.
Jeśli lubicie jelonki jak ja, to zapraszam tez do obejrzenia tej mojej tablicy na Pinterest.

Miłej niedzieli, Iza.

21 sty 2017

Wspominając grudzień, część II.

Dzisiaj znowu kulę pokazuję :)
Tym razem glinianą.
Grudzień to taki czas, gdy zapalam wszelkie możliwe lampki, świece, lampiony. Styczeń też długością dnia nie zachwyca, więc tak naprawdę ciągle świecę w domu.








Moja kula powstała z masy lejnej. Ma ok 18cm średnicy i świetnie pasuje do lampki pod szklane kule, która była kiedyś dostępna w Ikea. Ładny klimat nadaje mi w domu, mam nadzieję, że Wam się podoba.


Pozdrawiam, Iza.

15 sty 2017

Wspominając grudzień.

Wszystkim moim gościom życzę najwspanialszego Nowego Roku! 
Niech się Wam spełniają marzenia, życzę dużo zdrowia i miłości!
Pięknych podróży!
I mocy do realizacji  wszelkich pomysłów artystycznych!


To mój pierwszy post w tym roku po dłuższej przerwie. Niestety w grudniu przyplątało mi się paskudne przeziębienie, nie miałam siły na aktywność tutaj. Nadrobię więc  zaległości i powspominam ten zeszły miesiąc  razem z Wami :)

Pamiętacie moje tyci, tyci, malutkie domki
Sprawdziłam, jak będą wyglądać w szklanej bombce:



A bombka na choince:








Jak zrobiłam ozdoby:
  • Kupiłam w sklepie Tiger czyli Flying Tiger Copenhagen bombki z choinką i co najważniejsze, otwartym dnem podklejonym tekturką.W tym samym sklepie dokupiłam małe choineczki. 
  • Delikatnie odcięłam tekturkę od bombki.
  • Wycięłam nową tekturkę, do której na grubym,  samoprzylepnym filcu dokleiłam domek i choinkę.
  • Wszystko z powrotem skleiłam.
  • Prace trzeba oczywiście wykonywać z bombką do góry spodem, żeby śnieg nam się nie wysypał :)
  • Ten śnieg to jakaś folia pocięta. Zastanawiam się, czy nie da się samemu zrobić go więcej i do innych prac.

Na tych zdjęciach widać kilka etapów powstawania ozdób:



Lubię szklane kule, klosze i podglądanie światów w nich zamkniętych.
Myślę, że będę powtarzać takie zabawy.

Na koniec, widok z lotu anioła:



Pozdrawiam serdecznie, Iza.

16 gru 2016

Gliniane pierniczki. Część II

Dzisiaj pokażę  pierniczki gliniane brązowo-białe.
Oto kilka przykładów  mojej produkcji świątecznej:







 Z biało-czerwoną  wstążką wyglądają ładnie:

Dom bez kota się nie liczy!



Wolicie takie, czy te z kolorem, z poprzedniego postu? Bardzo bym chciała się dowiedzieć :)
Pozdrawiam i idę piec piernik, tym razem  z mąki!
Iza.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
design by suckmylolly.com