06.12.2016

Let it snow.

Gdybym miała powtórzyć albo rozwinąć tego posta, to na pewno bym do ulubionych motywów dodała padający śnieg.  Nawet mam  tablicę na Pinterescie na ten temat.  Tutaj. Lubię ją oglądać :)
Jak tam u Was ze śniegiem? Bo u mnie popaduje i nawet nie wszystko topnieje. Ładnie jest!

Mam nowe miski gliniane. Krajobraz zimowy, domki na krawędzi jeziora z płatkami śniegu, albo odbitymi gwiazdami.  Albo pod firmamentem, albo pod śniegiem padającym . Co kto woli. 



















Miski są z  wierzchu bardzo siermiężne, szorstkie i chropowate jak kokos :)







Za to w środku już nie i dodatkowo mają efekty specjalne. Na białym szkliwie zadziały się bowiem małe niespodzianki i pojawiły się niewielkie kryształki:







Miski oczywiście nie z koła, użyłam form. 
Bardzo byłam z tych misek zadowolona, bo łączą w sobie kilka rzeczy, które lubię.  Niestety, nie tyle silą, co lekką perswazją zostały ode mnie wyciągnięte i zakupione na prezent. Wiem, że się spodobał bardzo :), za  to ja robię nowe podobne miski jeszcze raz. Podobne, bo w ceramice nic nie zdarza się dwa razy.




Pozdrawiam!


27.11.2016

Adwent.

Zaczynamy Adwent dzisiaj!
Dzisiaj  nie o świetle i pierwszej świecy, chociaż jak co roku   ją zapalam.
Dzisiaj o innych przyjemnościach - zapachach.



Zapach pomarańczy, drzewka, piernika... Idealna przyprawa do Tego czasu.

Dziś mandarynki i pomarańcze:










Zrobiłam małe miseczki. Z szamotowej, tułowickiej gliny, dość surowej w wyglądzie. 
Poszkliwiłam szkliwem, które bardzo lubię. Teoretycznie jest zielone, ale tam gdzie jest grubo, jest granatowe. Nazywam je bajorem ;)
Tutaj widać ten granat:






Miseczki  są małe, idealnie leżą w dłoni. Zrobiłam ich więcej, następne miały grubsze ściany i  jeszcze lepiej do  dłoni pasują. Kiedyś pokażę.


Co się stało z haftami? Zgubiłam na dwa tygodnie jesienne hafty. Bałam się, że bezpowrotnie, gdzieś na mieście, ale na szczęście się znalazły. Tylko że teraz to czas piernika, pomarańczy i świerku. Pokażę więc  Wam kiedy indziej moje hafciki jesienne.

Pozdrawiam!

23.11.2016

Moje postępy.

Niedawno przyniosłam z pracowni moje pierwsze prace wykonane we wrześniu. Pierwsze po plenerze u Jurka. 
Myślałam, że lepiej mi będzie szło, ale ręce jakieś drewniane były po kilku tygodniach przerwy. Pomimo tego, widzę postęp!

Pokażę Wam moje pierwsze prace w życiu obok pierwszych po plenerze. 
Po lewej czarka nr 3 w  życiu, po prawej praca poplenerowa:


Ta praca po lewej lepiej by wyglądała, gdyby nie to, że wybrane szkliwo ewidentnie nie wychodzi na tej glinie.





Jeszcze daleko mi do mistrzostwa. Ta nowa czarka ma za grube dno, ale na zdjęciu tego nie widać na szczęście ;)



Za to szkliwa podobają mi się bardzo :)






Wszystkie nowości wykorzystałam do testowania nowych szkliw. Są one  na tzw wysoki wypał, czyli 1250 stopni C. Tak  się bowiem złożyło, że w momencie, kiedy zakochałam się w toczeniu, to jednocześnie zakochałam się w wysokim wypale :)





Piękny matowy turkus :)









Szkliwo miało być czerwone. Albo tak wychodzi, albo nastąpiła jakaś pomyłka w sklepie.
Jak Wam się moje próbki podobają?
Pozdrawiam, Iza.

08.11.2016

Czarne w kolorze.


Bardzo chciałam zobaczyć, jak wygląda Czarne w kolorze. Czyli jesienią.
Wyglądał inaczej, niż sobie wyobrażałam, ale ciągle pięknie.

Dziś ceramika mistrza, czyli Jurka Szczepkowskiego.  W szacie jesiennej.









































Milo mi donieść, że Yoda wyszła na koty. Śliczna i żwawa koteczka z niej :)








Zdjęcia z okoliczności przyrody wkrótce.
Ja ciągle ćwiczę na kole i chyba widzę postępy.
Haftyi inne techniki  czekają na moje zmiłowanie.
Chyba czas zmienić nazwę bloga :/

Pozdrawiam, Iza.



25.10.2016

Domki w garści.


Zrobiłam z gliny kilka  domków. Malutkich bardzo, jak to u mnie często. Zmieszczą się wszystkie w garści. Wszystko przez to, że wymyśliłam sobie konkretną sesję fotograficzną w lesie. Nie wyszło tak, jak zaplanowałam, bo  las nie wiedział  co wymyśliłam i się nie przygotował ;)

Na brązowo:










Na czerwono:
















Myślę, że domki będą dobrze wyglądały w mini kloszu albo szklanej bombce. Dla ułatwienia kompozycji mają nawet mini otwory na patyczek w podstawie. Może im zrobię zdjęcia w takiej aranżacji wkrótce i Wam pokażę. Może uda mi się tez zrealizować mój pierwotny plan na sesję fotograficzną.

Mam nadzieję, że moi goście wybaczą mi zmianę tematyki bloga. Ceramiki mam ostatnio więcej do pokazania niż haftów, dziergania i szycia. Ale coś tam dłubię ciągle, tylko skończyć nie mogę. Obiecuję, że wkrótce będą hafty albo o haftach.

Tymczasem pozdrawiam i  przesyłam jeszcze zdjęcie jesieni u mnie. Mam w planie  jeszcze się nią nacieszyć ile się da. Uwielbiam tę porę roku!










27.09.2016

Gliniany wtorek - z pamiętnika początkującego ceramika.


Muszę się przyznać, że w toczeniu na kole zakochałam się od pierwszej próby. Wcześniej po prostu  lubiłam zajęcia z ceramiki. Próbowałam różnych technik i poszukiwałam tego czegoś mojego. Kompletnie zaiskrzyło wtedy, kiedy usiadłam przy kole. To jest to, co kocham w ceramice najbardziej!

Marzę, by opanować tę technikę, ale wiem, że wymaga to czasu i ogromnej praktyki. Chodzą słuchy, że trzeba na to dziesięciu lat albo dziesięciu tysięcy wykonanych przedmiotów. Bardziej przemawia do mnie teoria o ilości, nikt nie mówi bowiem, jak intensywne mają być te lata.

Moja pierwsza praca miała być czymś większym, niż to co mi wyszło, czyli  kieliszek na jajko. Zachowałam go na pamiątkę  i jak już będę mistrzynią, to będę na niego patrzeć z, mam nadzieję, rozczuleniem. Zdjęcia najbardziej krzywego na świecie kieliszka na jajko  niestety nie mam jeszcze.

Mam za to sfotografowaną  tę miseczkę - mieści się w pierwszej piątce rzeczy, które zrobiłam:



A potem były, bo po prostu musiały być warsztaty u Jurka. Który to Jurek, nie  dość, że jest mistrzem tego co robi, to jeszcze świetnie uczy.
Niestety osoba początkująca nie wywozi z takich warsztatów arcydzieł. Najlepsze prace wychodzą pod koniec nauki i nie mają szansy być wypalone :(    Zamiast arcydzieł wywozi się wiedzę i umiejętności, to też nieźle!

Kilka moich prac:




Kubki krzywulce z pierwszego dnia.





Uwielbiam te zawijasy  charakterystyczne dla toczenia:



Jeszcze trochę miseczek:












A te prace zachowałam na pamiątkę i ćwiczenie szkliwienia:















Zaczynam odliczanie w dążeniu do opanowania koła. Zamęczać wszystkimi pracami Was nie będę, ale od czasu do czasu będę zdawać relację z moich postępów.
Pozdrawiam, Iza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
design by suckmylolly.com